Operacja stodoła
Kosztem 400 000 marek przeprowadzono w Niemczech zakrojone na szeroką skalę naukowe badania różdżkarstwa. Był to najobszerniejszy, i najbardziej szczegółowy program badawczy ze wszystkich dotychczas wykonanych w tej dziedzinie. Co przyniósł?
STYCZEŃ 2001 < WIEDZA I ŻYCIE
Badania
rozpoczęły się w 1986 roku, kiedy Ministerstwo Badań i Technologii
RFN (Bundesministerium fźr Forschung und Technologie) przydzieliło
400 000 marek zespołowi fizyków i biologów z Monachium.
W Niemczech szerzyła się wtedy wiara w szkodliwe dla zdrowia
straszliwe cieki wodne, na które jedynym lekarstwem miało być
korzystanie z usług różdżkarzy, umiejących je identyfikować i
oferować przeróżne zabezpieczenia. Już dużo wcześniej w
niektórych krajach przeprowadzono podobne badania
różdżkarstwa, które świadczyły, że nie ma ono żadnych
podstaw naukowych. Jednak rząd RFN nie zawahał się przed
uruchomieniem nowego wielkiego i kosztownego programu. Oczekiwano
bowiem, że przyniesie on jednoznacznie przekonywającą odpowiedź. Ze
względu na miejsce testów, które odbywały się w
specjalnie zaadaptowanym, wielkim budynku, używanym przedtem jako
stodoła (niem. Scheune), badania te nazwano Scheunen Experimente.
Przebieg testów
Głównymi wykonawcami programu
byli H.-D. Betz i R. Kulzer - fizycy z Uniwersytetu w Monachium oraz
H. Wagner z Instytutu Biologii Farmaceutycznej Uniwersytetu w
Monachium. W badaniach brali także udział H. L. Kšnig - fizyk z
Politechniki w Monachium oraz J. Trischler z Instytutu Medycyny,
Informatyki i Badań Systemowych w Neuherbergu. Warto podkreślić, że
wszyscy oni byli zwolennikami różdżkarstwa, przekonanymi o
realności tego zjawiska.
Na parterze stodoły umieszczono rurę, w
której płynęła woda, przy czym położenie rury można było
losowo zmieniać. Na piętrze, około 5 m nad rurą, testowano
różdżkarzy, których zadaniem było ustalenie, w dowolny
sposób, położenia rury z płynącą wodą. Testy prowadzono,
stosując metodę podwójnie ślepą (double-blind), to znaczy sami
eksperymentatorzy, znajdujący się razem z różdżkarzem na
górnej kondygnacji, także nie mieli pojęcia, jak przebiega
rura, nie mogli więc swym zachowaniem nawet podświadomie udzielać
żadnych wskazówek.
Do testów zgłosiło się ponad 500
kandydatów, święcie przekonanych o swych różdżkarskich
zdolnościach. Wszyscy przystąpili do badań dobrowolnie. Przed
rozpoczęciem próby każdy różdżkarz mógł
przetestować swój sprzęt i odczucia w sytuacjach, kiedy
położenie umieszczonego piętro niżej cieku wodnego było mu znane.
Dopiero gdy różdżkarz uznawał, że jest odpowiednio
przygotowany, przystępowano do badań, w których miał odgadywać
położenie rury z płynącą wodą.
Po wstępnych testach wybrano
najlepszych 50 kandydatów. Czterdziestu trzech spośród
nich wykonało łącznie ponad 800 testów. W każdym teście
różdżkarz określał położenie rury, które zmieniało się
zgodnie z liczbami przypadkowymi generowanymi przez komputer;
następowało to wzdłuż dziesięciometrowej bazy z dokładnością
decymetra - tak więc położenie to wyznaczała liczba z przedziału
1-100. Każdy test składał się zwykle z 10 prób, przy czym
wynikami były pary liczb: rzeczywiste położenie rury oraz położenie
odgadnięte przez różdżkarza.
Podkreślmy ponownie, że
eksperymentatorzy byli bardzo przychylnie nastawieni do testowanych
kandydatów i starali się im ułatwiać zadanie. Tak więc,
pozwalano różdżkarzom sygnalizować wszelkie czynniki, które
zakłócały im pracę, i przerywać test, jeśli tylko kandydat
wyrażał takie życzenie.
Wyniki testów
Materiał z
doświadczeń Operacji Stodoła stanowił zbiór par liczb, który
można było poddać standardowej analizie statystycznej. Po kilku
latach ogłoszono raport końcowy, w którym badania podsumowano
dwoma wnioskami. Pierwszy z nich brzmiał: Częstość sukcesu (tzn.
prawidłowego odgadywania położenia cieku wodnego - przyp. AKW)
przeciętnego różdżkarza w przeprowadzonych testach była mała i
w większości wypadków niemożliwa do odróżnienia od
przypadkowej.
Natomiast drugi wniosek: Kilku różdżkarzy
osiągnęło wysoki stopień sukcesu, którego nie można
wytłumaczyć przypadkiem, wzbudził ożywioną dyskusję na łamach
periodyków naukowych (głównie Naturwissenschaften w
latach 1995-96) oraz w Internecie.
Łatwo zrozumieć, że z
matematycznego punktu widzenia wyniki uzyskane w Operacji Stodoła
można analizować tak samo jak wyniki zabawy, w której ktoś
stara się odgadnąć liczbę wygenerowaną losowo przez komputer. Osoba o
zdolnościach nadprzyrodzonych potrafiłaby zawsze lub bardzo często
wykonać takie zadanie - w literaturze paranaukowej można przecież
spotkać wiele doniesień o podobnych wyczynach. Rzecz w tym, że z
podstawowych praw rachunku prawdopodobieństwa także wynika możliwość
uzyskania całkiem przypadkowego sukcesu. Zatem problem sprowadza się
do oddzielenia ewentualnego realnego efektu od probabilistycznego
tła. Zagadnienie to jest omówione w ramce poniżej.
Spośród
wyników uzyskanych w Operacji Stodoła przedstawiamy dwa
wykresy. Na pierwszym podane są wszystkie wyniki ponad 800 testów
(ryc. 1), na drugim - 3 testów (ryc. 2) uznanych za najlepsze.
Na obu wykresach na osi poziomej odłożone zostały rzeczywiste
położenia rury z płynącą wodą w chwili testu, a na osi pionowej -
położenia ustalone każdorazowo przez różdżkarzy. Gdyby
różdżkarze rzeczywiście potrafili ustalać położenie cieku
wodnego, to punkty powinny się układać wzdłuż przekątnej. Jak widać,
na pierwszym wykresie rozmieszczenie punktów jest całkowicie
równomierne, tak jak wynika z rozkładu przypadkowego. To
właśnie było podstawą sformułowania pierwszego wniosku przez autorów
eksperymentów. Ale wniosek nr 2 oparli oni na
wyselekcjonowanych najlepszych testach, których wyniki
przedstawia drugi wykres. Istotnie, widać na nim pewne grupowanie się
punktów wokół przekątnej. Jednakże, jak dowodzą
krytycy, tak nieznaczne grupowanie jest także zgodne z tym, czego
można oczekiwać na mocy praw rachunku prawdopodobieństwa. Zgadzamy
się z tą krytyką, ponieważ można ją poprzeć prostymi eksperymentami
liczbowymi (ramka poniżej).
Tysiąc razy zero równa się
zero
Operacja Stodoła była kolejną nieudaną próbą
naukowego udowodnienia realności zjawiska różdżkarstwa.
Podobne eksperymenty i testy podejmowano od dawna. Już w 1917 roku
Departament Spraw Wewnętrznych USA wydał druzgocącą opinię na ten
temat. Napisano w niej, że po tylu nieudanych badaniach i próbach
...powinno być dla każdego oczywiste, iż dalsze prowadzenie przez
Służbę Geologiczną Stanów Zjednoczonych testów
różdżkarskich poszukiwań wody, ropy czy innych minerałów
byłoby marnotrawieniem funduszy publicznych.
Trzydzieści lat temu
szeroko zakrojone testy różdżkarstwa przeprowadzono w Wielkiej
Brytanii na zlecenie Ministerstwa Obrony. Przyniosły one negatywne
wyniki - trafienia różdżkarzy były zgodne z przypadkiem.
Wyniki tych badań szczegółowo opisano w Nature w 1971 roku.
Organizowano także pa-rokrotnie testy z udziałem i wsparciem
finansowym telewizji. W marcu 1979 roku pod Rzymem czterej słynni
różdżkarze włoscy: Forga, Fontana, Stanziola i Senatore
ubiegali się o nagrodę w wysokości 10 000 dolarów za
wyznaczenie kierunku wody płynącej na wybranym polu testowym. Testy
te organizował i nadzorował niestrudzony tropiciel pseudonaukowców,
James Randi - Amerykanin, zawodowy iluzjonista, który m.in.
zdemaskował Uri Gellera- słynnego przed laty zginacza łyżeczek siłą
woli. Test zakończył się całkowitym niepowodzeniem włoskich
autorytetów różdżkarskich, mimo ich wcześniejszych
butnych publicznych wypowiedzi, że nagrodę mają już właściwie w
kieszeni.
W 1992 roku podobne eksperymenty z udziałem telewizji
przeprowadzono w Kassel, w Niemczech. Wzięło w nich udział
trzydziestu różdżkarzy z Niemiec, Austrii, Danii i Francji.
Tym razem zakopano pół metra pod ziemią rurę, do której
za pomocą odpowiedniego zaworu można było kierować duży strumień
wody. Położenie rury było znane uczestnikom, a ich zadanie polegało
na stwierdzeniu metodą różdżkarską, czy w danej chwili woda w
rurze płynie, czy nie. Przed przystąpieniem do właściwych testów
każdy uczestnik miał dziesięć prób otwartych, w których
wiedział, jak jest naprawdę. Wszyscy zgłosili się dobrowolnie i każdy
był pewny sukcesu, ale i tym razem wyniki były całkowicie zgodne z
rachunkiem prawdo-podobieństwa.
Przypomnijmy na koniec, że już od
kilku lat nikt nie potrafi uzyskać nagrody w wysokości 1 mln dolarów
za udowodnienie jakichkolwiek zdolności paranormalnych, w tym
zdolności różdżkarskich! A jednocześnie różdżkarze za
niepomiernie mniejsze sumy ciągle bałamucą skołowanych ludzi.
Badania polskie
Próbę naukowego zbadania efektu
różdżkarstwa podjęli u nas niedawno prof. dr hab. Henryk
Szydłowski i dr Przemysław Kiszkowski
z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Wyniki swe
przedstawili m.in. na łamach Wiedzy i Życia nr 2/1999. Napisali tam:
Dwadzieścia lat temu postawiliśmy sobie za cel naukowe udowodnienie
zjawiska radiestezji. Zabraliśmy się do pracy z ogromnym zapałem.
Po
latach badań nasza wiara w radiestezję musiała ustąpić sceptycyzmowi.
Jeszcze wcześniej, w latach 1981-83, Jerzy Stobiński
przeprowadził w Krakowie na terenie parku Jordana, systematyczne
badania nad zdolnościami róż-dżkarskimi, w których
wzięło udział 87 różdżkarzy. Zadanie polegało na znalezieniu
przebiegu dwóch rur żelaznych o średnicy 25 cm, ułożonych
równolegle do siebie na głębokości 1.5 m. Badania mogły być
wykonane dowolną techniką i w dowolnym czasie. W drugim teście
próbowano odnaleźć położenie lnianego worka wypełnionego
monetami. Wyniki odgadnięć były całkowicie zgodne z rachunkiem
prawdopodobieństwa.
Nie wspominamy tu oczywiście o wielu
badaniach prowadzonych bez dostatecznej obiektywnej kontroli.
Przynoszą one zawsze bardzo pozytywne wyniki. O takich badaniach
czasem informują mniej poważne środki masowego przekazu i biuletyny
stowarzyszeń różdżkarzy. Te informacje nie mają żadnej
wartości naukowej.
Odpromieniowany Sejm
Na fali wzrostu
popularności pseudonauki i zabobonu ożywili swą działalność w Polsce
także różdżkarze. Chcąc wzbudzić w klientach wrażenie, że
chodzi o poważną dziedzinę naukową, wolą się oni nazywać
radiestetami. Za pomocą różdżek i wahadełek potrafią -
oczywiście za odpowiednią opłatą - znaleźć wszędzie okropne cieki
wodne i sprzedać ekrany odpromieniowujące. Nie wiadomo, ilu ludzi w
Polsce dało się już na to nabrać. Różdżkarzom powodzi się w
Polsce całkiem dobrze, a ich niewątpliwym triumfem było organizowanie
co roku targów różdżkarskich w auli Politechniki
Warszawskiej. I chociaż władzom tej uczelni chodziło o podreperowanie
skąpego budżetu opłatami za wynajęcie sal, w opinii wielu osób
targi takie nie przystoją tej uczelni. Taki błąd odrobić jest trudno.
Mająca swą siedzibę niedaleko Warszawy firma o szumnej nazwie
Laboratorium Badań Radiacyjnych zachwala płytki chroniące przed
promieniowaniem żył wodnych:
1. W polu dipolowym płytki (...)
wyróżnić można dwanaście wymiarów przestrzeni.
2.
Każdy wymiar przestrzeni generuje specyficzny rodzaj energii i
specyficzny rodzaj oddziaływań.
3. Przyrządy skonstruowane do
pomiarów w przestrzeni czterowymiarowej nie są przydatne do
pomiarów w przestrzeniach o wymiarach wyższych.
Do
rozpoznania rzeczywistości, w której żyjemy, potrzeba więc
oswojenia się z co najmniej dziesięcioma wymiarami przestrzeni
przewi-dywanymi przez teorię strun lub dwu-nastoma wymiarami
wykrytymi metodami biodetekcji oraz taką samą ilością rodzajów
energii i rodzajów różnych oddziaływań...
Chociaż
właściciel firmy i autor tej reklamy podpisuje się jako mgr inż., to
jednak każdy, kto liznął choć trochę fizyki, zauważy bez trudu, że
przytoczone zdania są pseudonaukowym bełkotem. Ale w tej reklamie
jest kilka mądrze brzmiących słów, na które ludzie dają
się nabierać.
Dają się zresztą nabierać nie tylko jednostki, lecz
także poważne instytucje. W 1997 roku Kancelaria Sejmu RP zleciła
wspomnianej firmie przeprowadzenie badań natężenia radiacji... i
zastosowanie odpowiednich zabezpieczeń w pomieszczeniach Marszałka
Sejmu, Wicemarszałków Sejmu, Przewodniczących Klubów,
Ministra-Szefa Kancelarii Sejmu i Z-cy Szefa Kancelarii Sejmu.
Nie
wątpimy, że eksperci firmy wykryli w Sejmie szkodliwe cieki wodne i
inne straszności oraz umieścili tam wszędzie odpowiednie
zabezpieczenia w postaci dwunastowymiarowych płytek. Historia ta
mogłaby być nawet wesołym elementem w zbiorze ludzkich dziwactw,
gdyby nie fakt, że poszły na to pieniądze podatników, a więc
nas wszystkich. Szkoda, że przedstawiciele naszego Sejmu nie wzięli
sobie do serca wniosku, który rząd USA sformułował już w 1917
roku.
Czy rozsądek weźmie górę?
Mimo negatywnych
wyników, jakie przynosiły na świecie i u nas wszystkie poważne
badania różdżkarstwa, nadal można usłyszeć historie o tym, jak
to różdżkarze znajdują cieki wodne, neutralizują śmiertelnie
szkodliwe ich promieniowanie, odszukują zaginione osoby, a nawet
potrafią wskazać - za pomocą wahadełka trzymanego nad mapą terenu -
ukryte skarby i złoża oraz zaginione osoby.
Jim Enright z
University of California (San Diego) napisał w zakończeniu swego
krytycznego artykułu na temat Operacji Stodoła (Naturwissenschaften,
tom 82, s. 36-369, 1995), że Eksperymenty te są nie tylko
najobszerniejszymi i najbardziej starannie wykonanymi naukowymi
testami różdżkarstwa, ale - jeżeli rozsądek weźmie górę
- także przypuszczalnie ostatnimi, wykonanymi w tej dziedzinie.
Przyszłość pokaże, czy rzeczywiście rozsądek weźmie górę,
ale trudno się spodziewać, aby wykrywacze promieniowania cieków
wodnych nagle stracili popularność. Wszak naiwność ludzka nie zna
granic.
Tymczasem możemy tylko radzić każdemu, kto zamierza
skorzystać z usług różdżkarza, by go zapytał, dlaczego do tej
pory nie zdobył miliona dolarów oferowanych przez Fundację
Randiego!
Andrzej Kajetan Wróblewski
© Copyright by
CyjSoftware in CYJlandia
1999